Życie na jachcie - być albo nie być?
Najbliższe wycieczki:
W końcu to pytanie najczęściej zadają ci, którzy chcą odkryć nowy, wspaniały świat żeglarstwa. Dziś odpowiemy na to pytanie!
Oczywiście patrząc na jacht z zewnątrz łatwo wyobrazić sobie tylko spartańskie warunki życia na pokładzie. To niezwykle normalna reakcja organizmu - oczy przekazują sygnał o tym, co widzą, mózg analizuje wymiary, objętości i dochodzi do wniosku, że w „wyimaginowanej przestrzeni” trudno się czuć komfortowo.
Wszystko nie tak. I własnie dlatego.
Gdy oczy przekazywały informacje do mózgu, „zapomniały” dodać część, która była niewidoczna pod wodą – pierwsza przyczyna mimowolnego opuszczenia szczęki u każdego, kto pierwszy zszedł do „salonu” pływającego mieszkania. W środku jest znacznie większy niż wygląda na zewnątrz – jak namioty w Harrym Potterze lub Tardis z Doktora Who. Cóż, może nie tak bardzo, ale rozumiesz.
Drugim powodem opuszczonej szczęki jest oczywiście to, że nowoczesne jachty są pięknie zaprojektowane, a w istniejącej przestrzeni wszystko jest zrobione z oczekiwaniem komfortu: toalety, prysznice, sypialnie, kuchnia, hol - to wszystko znajdziesz na pokładzie prawie każda śnieżnobiała łania. We wszystkich miejscach znajdują się półki, szafki, wnęki, szuflady.
Oczywiście nie jest to ogromny trzypokojowy apartament z panoramicznymi oknami, ale wnętrze jachtu niewiele ustępuje wielu apartamentom w dużych aglomeracjach. Weźmy za przykład jeden z najpopularniejszych jachtów żaglowych - Sun Odyssey 519. Świetna łódź - nie topowa, ale nie wlokąca się w tyle. Są one często używane do powolnego przemieszczania się z wyspy na wyspę na Morzu Śródziemnym i nie tylko.
Nasz eksperymentalny jacht w zależności od konfiguracji może mieć trzy, cztery lub pięć kabin. Dodatkowo wszystkie są oddzielone od siebie ściankami działowymi, dzięki czemu każda kabina będzie miała dużo miejsca do przechowywania, toaletę z prysznicem i umywalką, a także duże podwójne łóżko. Oznacza to, że tylko sypialnie na łodzi mogą mieć od trzech do pięciu – imponujące, prawda?
Kabina dla kompanii z dużym stołem, sofami, klimatyzatorami i bogatą różnorodnością szafek jest dość organicznie połączona w jedno pomieszczenie z kuchnią. Raczej nie jest oddzielony przegrodą. Jest kilka iluminatorów, a za ścianami i poduszkami na sofach jest więcej wnęk do przechowywania rzeczy.
Kuchnia też potrafi zaskoczyć: piekarnik, palniki, zlewozmywak, stół, szafki i szafki na żywność, lodówka, kostkarka do lodu, odwadniacze, mikrofalówka, toster – lista może być bardzo długa. Także mówiąc, kuchenka gazowa, dzięki systemowi stabilizacji, nie kołysze się wraz z łodzią, gdy na pokład wejdzie fala. Bardzo przydatna i niezbędna rzecz - śniadanie można ugotować przed opuszczeniem mariny i nie zwracać uwagi na płynące na zewnątrz łódki.
Nawet wewnątrz jachtu jest wydzielona strefa, w której nikt nie ma wstępu poza kapitanem. Ma dużo przycisków, świateł, sprzętu nawigacyjnego, krótkofalówkę i własny stolik, na którym nie powinno się stawiać filiżanki herbaty ani talerza płatków owsianych nawet na „pięć sekund”. Stół nawigacyjny jest święty. Umieszczony jest w pobliżu drabiny, aby kapitan mógł łatwo skontaktować się ze sternikiem z zewnątrz, gdzie wytycza trasę, prowadzi dziennik pokładowy i jest zajęty całą masą ważnych i odpowiedzialnych spraw.
Nocą kabina dla kompanii ulega przemianie: jadalnia, za pomocą kilku prostych manipulacji, zamienia się w… kolejną ogromną sypialnię – łóżko o powierzchni nieco mniejszej niż Belgia nie pozostawi obojętnym nawet najbardziej żmudnego sceptyka.
Wszystko jest przewidziane na wypadek niepogody - po zamknięciu wejścia można spokojnie przeczekać deszcz lub chłód w środku. Cieszy również trend stoczni, wyrażający się w łączeniu dużych kubatur wewnętrznych z łatwością sterowania – to nie tylko pływający dom, ale także piękny jacht. Świetnie się prowadzi, świetnie żyje. Tak właśnie powinno być. Podróżujmy, przyjaciele, i prosimy nie zapominać spełniać swoich marzeń.