Poczta morska - listy w butelce
Najbliższe wycieczki:
Wyobraź sobie na chwilę, że spacerujesz po białej, piaszczystej plaży. Zachód słońca igra z wielobarwnymi kolorami na niebie, fale łagodnie i miarowo toczą się na brzeg, a od morza wieje przyjemna bryza. Reprezentowane? W porządku! Kontynuujemy w tym samym duchu.
Przebłysk światła na samym brzegu wody przykuwa uwagę – coś odbija ostatnie promienie zachodzącego słońca i sygnalizuje: „Podejdź bliżej, zobacz, co tu jest”. Oczywiście podejdziesz, zetrzesz małą warstwę piasku, którym fale spowiją brokat, i zidentyfikujesz najbardziej interesujący i tajemniczy artefakt, jaki możesz sobie wyobrazić - starą butelkę z notatką w środku ... Pełna fontanna emocje, prawda?
Fragmenty opowiadań Julesa Verne'a, Edgara Allana Poe i Victora Hugo, legendy o piratach, myśli o odległych krainach i nieznanych egzotycznych brzegach od razu pojawiają się w pamięci.
„Kto wysłał tę wiadomość? Ile lat pływa w oceanie? Co tam jest napisane? Dlaczego moje serce zaczęło bić tak szybko? Jakiego odkrycia należy dokonać teraz? A jeśli to mapa prowadząca do skarbu? A może ktoś wysłał współrzędne niezamieszkanej wyspy, na której znaleźli się po rozbiciu statku?” - te i setki innych pytań wyprzedzają siebie, bo udało się wam dotknąć czegoś nieznanego, ale oczywiście niosącego ze sobą warstwę dziedzictwa kulturowego.
Oczywiście dziś listy w szklanych pojemnikach stały się bardziej obrazem morskiego romansu i atrybutem przygody - taka poczta kryje w sobie wiele tajemnic i niesamowitych historii, a od samej frazy - „Wiadomość w butelce” - oddycha odkryciami i dalekie wędrówki. Czasami takie znaleziska wypełniają luki w historii, pomagają w badaniach naukowych i odbijają się echem przez dziesiątki, a nawet setki lat.
Na przykład całkiem niedawno wiadomość o rekordowej starej wiadomości w butelce rozeszła się po całym świecie. Historyczny i kulturowy artefakt został znaleziony na australijskiej wyspie Wedge Island, położonej dwieście kilometrów od Perth, stolicy Australii Zachodniej. Egzotyczna rzecz wypełniona piaskiem przykuła uwagę miejscowej mieszkanki, fotografki Toni Illman. Później, kiedy dziewczyna czyściła butelkę, Tonіa odkryła, że w środku jest rolka papieru - formularz w języku niemieckim z wyblakłymi odręcznymi notatkami. Dzięki gęsto ubitemu piaskowi papier był prawie nieuszkodzony, a list był dość czytelny. Jak się okazało, wiadomość z dnia 12 czerwca 1886 r. została zapchana i wrzucona do wody z niemieckiego żaglowca „Paula” około 950 kilometrów od wybrzeży Australii.
Dziewczyna przekazała znalezisko Muzeum Australii Zachodniej w Perth, którego pracownicy skontaktowali się z niemieckimi archiwami. Tam znaleziono dziennik Pauli, w którym znajdował się odpowiedni wpis o tej butelce. Po porównaniu próbek pisma ręcznego naukowcy odkryli, że tekst został napisany przez samego kapitana statku. W tym czasie (w ramach eksperymentu poszukiwania szybszych prądów oceanicznych) z niemieckich statków zrzucono tysiące butelek, z których każda została umieszczona na specjalnym formularzu z datą, współrzędnymi statku, jego nazwą, punktem wyjścia i trasa. Każdy, kto znalazł wiadomość, był proszony o wskazanie czasu i miejsca znaleziska, a następnie zaniesienie go do najbliższego konsulatu niemieckiego lub do obserwatorium marynarki wojennej w Hamburgu.
W sumie znaleziono około dziesięciu procent ogólnej liczby tych butelek - 662. Ale to ta - znaleziona przez australijskiego fotografa - jest zdecydowanie najstarsza. Jest w oceanie od ponad stu trzydziestu lat! Niesamowite, prawda?
Ale, jak rozumiesz, 130 nie jest limitem. Historia „Poczty Morskiej” liczy się nie dziesiątki lat, ale setki, a nawet tysiące: uważa się, że wynalazcą tej metody komunikacji był grecki filozof Teofrast, który około 310 p.n.e. wyrzucił za Gibraltarem kilka zapieczętowanych naczyń z notatkami w celu udowodnienia, że woda z Oceanu Atlantyckiego wpływa do Morza Śródziemnego. Kilka miesięcy później jeden ze statków odnaleziono na Sycylii, co znacznie wpłynęło na dalszy rozwój żeglugi w tym regionie.
Oczywiście nie powinieneś mieć stuprocentowej pewności w historii Theofast. Od tamtego czasu minęło zbyt wiele lat, a teraz trzeba brać pod uwagę „syndrom rybaka”, w którym z biegiem czasu i ilości powtórzeń, zwykły karaś z dłoni zamienia się w zadziornego szczupaka wielkości w małej stodoły. Tak więc „przypadki minionych dni, legendy z czasów starożytnych” łatwo mogły przyswoić dodatkowe szczegóły przekazywane z ust do ust, co każe wątpić w prawdziwość, jeśli nie wszystkich informacji, to przynajmniej ich części.
Ale jeśli nie zagłębisz się tak głęboko w historię i nie przejdziesz do późniejszych wydarzeń, możesz znaleźć ogromną ilość dowodów na badanie prądów - w 1763 r. francuski meteorolog Laguenière wracał do Francji ze służby w Santo Domingo (Haiti), wrzucił do oceanu 14 butelek wody, z których jedną wyłowiono w Bretanii kilka miesięcy później. W 1837 r. niemiecki hydrograf Berghaus opisał historię 21 butelek i wskazał na mapach przybliżone trasy ich nawigacji. W 1839 roku we Francji sporządzono mapę żeglarską na 97 butelek. Książę Albert I z Monako podczas eksploracji Prądu Zatokowego w latach 1885-1886 wrzucił do Oceanu Atlantyckiego 1675 butelek i innych statków, z których 226 złowiono.
Oczywiście po pojawieniu się nawigatorów, łączności satelitarnej i innych innowacji ułatwiających życie przestali rzucać notatki na morze wyłącznie z naukowego punktu widzenia - teraz często można złapać proste wiadomości od znudzonych uczestników rejsów, wrzucając puste butelki do wody. ocean z zabawnym tekstem z lenistwa, np. „Było nam nudno z Kolią, przywitamy się z tobą!”.
O wiele ciekawsze podejście zastosował w 1957 roku 22-letni szwedzki żeglarz Ake Viking: wrzucił do morza zapieczętowaną butelkę z apelem do swojej przyszłej żony. Dwa lata później 16-letnia Paolina Puzzo z Sycylii odpowiedziała Szwedowi - i wkrótce zaczęła się między nimi korespondencja, która zakończyła się ślubem. Nawiasem mówiąc, ta butelka poszła tak samo, jak legendarna butelka Teofasta. Ciekawe, że w Anglii przez dwa i pół stulecia istniała pozycja otwieracza butelek oceanicznych. Nikomu prócz niego, pod groźbą śmierci, nie wolno było otwierać butelek z przyłapanymi listami. Stanowisko to wprowadziła w 1560 r. Elżbieta I, kiedy rybak złapał za pomocą sieci tajną wiadomość skierowaną do królowej osobiście. Było to donos szpiega, który poinformował, że Holendrzy wylądowali na wyspach Nowa Ziemia i szukają drogi do Japonii przez Ocean Arktyczny. Takie informacje utożsamiano z tajemnicą państwową, więc rybaka szybko pozbawiono możliwości dalszego istnienia, a wszystkich Brytyjczyków ostrzeżono – pod groźbą pozbawienia życia wszelkie znalezione butelki z wiadomościami należy niezwłocznie przekazać do kancelarii królewskiej. Nawiasem mówiąc, żeglarzom udało się znaleźć Północną Drogę Morską dopiero po trzystu latach.
Poczta morska nie jest kompletna bez ciekawostek. W sierpniu 2011 r. butelkę znalazł również mieszkaniec wysp Turks i Caicos na Karaibach. W słoiku znaleziono półwieczną notatkę, której autor poprosił znalazcę butelki o dostarczenie jej do „Tiny, właścicielki Beachcomber Motel” i otrzymanie od niej 150 dolarów w nagrodę. Jak się okazało, nadawcą wiadomości był mąż wspomnianej Tiny: chciał oszukać swoją skąpą żonę, zmuszając ją do rozwidlenia.
Historia nawigacji ma setki przypadków, kiedy wiadomości znalezione w butelkach okazały się być jedyną informacją rzucającą światło na tajemnicze zniknięcie konkretnego statku. Istnieją również dowody na nieoczekiwany spadek bogactwa, gdy nadawca przekazał część swojej fortuny temu, kto odnajdzie butelkę. Dane z butelki stały się podstawą wyroku śmierci. Butelki uratowały utkniętych na wyspach, zjednoczyły ludzi i stały się kością niezgody. Wiele butelek jest nawet podrabianych dla zysku. Nikt nie wie, ile takich wiadomości zostało na zawsze pochłoniętych przez morze, a ile jeszcze nie zostało odnalezionych. Wiadomo jednak na pewno, że każdy z nich jest kawałkiem historii, który sprawi, że serce zacznie bić szybciej, gdy zetrzemy dłonią warstwę piasku i zobaczymy w szklanym naczyniu kawałek zapisanego pergaminu.